Jednym z najczęstszych błędów, które widzę w podejściu do odchudzania, jest to, że ludzie od pierwszego dnia wchodzą w tryb maksymalnych wyrzeczeń. Organizm i głowa reagują na takie zmiany podobnie jak na nagłe pozbawienie czegoś ważnego. Pojawia się napięcie, rozdrażnienie, natarczywe myślenie o jedzeniu, które wcześniej nie było obecne. To całkowicie przewidywalna reakcja na zbyt gwałtowną zmianę. Jak więc zacząć przemianę zdrowiej i bezpieczniej?
Foto: Pexels.com
Odchudzanie nie jest stylem życia
Kiedy ktoś przez miesiąc żyje w stanie ciągłego napięcia i pilnowania się, wystarczy jeden trudny dzień w pracy, kłótnia w domu albo po prostu wieczór z przyjaciółmi, żeby cała konstrukcja runęła. Jest coś głęboko niepokojącego w tym, jak wiele popularnych diet zmienia relację człowieka z jedzeniem. Jedzenie jest nie tylko sposobem na przeżycie, ale też źródłem przyjemności, elementem życia społecznego, rytuałem, częścią kultury. Kiedy nagle każdy kęs staje się decyzją moralną, jedzenie zamienia się w pole minowe. Człowiek siedzi przy wspólnym stole i zamiast rozmawiać, przelicza kalorie. Z czasem zaczyna unikać sytuacji, w których może zjeść coś przypadkiem, co oznacza stopniowe wycofywanie się z życia towarzyskiego.
Taka dieta nie jest stylem życia. Jest tymczasowym stanem podwyższonej gotowości bojowej, który człowiek może utrzymać przez jakiś czas, ale prędzej czy później ciało i psychika domagają się powrotu do normalności. Ten powrót zazwyczaj przychodzi gwałtownie, z nadrobieniem wszystkiego, co zostało wcześniej zakazane. Jeśli zmiana nawyków żywieniowych nie może być długofalowa, to nie jest zmiana, lecz epizod. Dieta, która wymaga rezygnacji z całego życia, nigdy nie była dietą. Była karą z góry określonym terminem końca.
Nierealistyczne oczekiwania co do tempa efektów
Żyjemy w kulturze, która obiecuje szybkie rezultaty. Człowiek, który przez lata budował swoją wagę, naprawdę wierzy, że można ją zredukować w kilka tygodni i utrzymać efekty na zawsze. Kiedy po trzech tygodniach waga zatrzymuje się, choć jadłospis jest przestrzegany, pojawia się frustracja.
Zdrowe tempo chudnięcia to zazwyczaj od pół do jednego kilograma tygodniowo. Przy takim tempie po trzech miesiącach można schudnąć kilka kilogramów realnego tłuszczu, a nie tylko wody, co robi znaczna część drastycznych diet na początku. Kilogram tłuszczu w miesiąc brzmi znacznie mniej zachęcająco niż „pięć kilogramów w dwa tygodnie”, nawet jeśli to pierwsze jest trwałe, a drugie złudne. Dlatego tak wiele osób rzuca się na diety obiecujące szybkie efekty, zniechęca się, gdy rzeczywistość nie nadąża za obietnicami, i wraca do punktu wyjścia. Czasem z kilogramami, których wcześniej nie miało.
Brak elastyczności i planu na gorsze dni
Każdy ma gorsze dni. Dni, gdy jest zmęczony po pracy i nie ma siły gotować. Dni, gdy jest w rozjazdach i trudno o zdrowe opcje jedzenia. Dni, gdy pojawia się stres i wyciąganie ręki po coś słodkiego jest odruchem wyćwiczonym przez lata. Dobry plan żywieniowy powinien to uwzględniać, bo ignorowanie tego, że takie dni będą, jest po prostu niezgodne z rzeczywistością. Tymczasem większość diet zakłada, że człowiek będzie funkcjonował w idealnych warunkach, miał czas na gotowanie, dostęp do odpowiednich produktów i nieograniczoną zdolność do opierania się pokusom.
Osoby, którym udaje się utrzymać zdrowe nawyki żywieniowe przez długi czas, nie są doskonałe. One po prostu mają opracowane strategie na trudniejsze sytuacje i nie traktują każdego potknięcia jako końca świata. Wiedzą, że jeden gorszy dzień czy nawet weekend nie rujnuje postępów z tygodnia. Potrafią wrócić do dobrych nawyków kolejnego dnia bez dramatyzowania i poczucia winy. Tej elastyczności trzeba się nauczyć, i wbrew pozorom, jest to ważniejsza umiejętność niż perfekcyjne przestrzeganie jadłospisu.
Źródło zdjęcia w otwieraczu: Pexels.com
