Tempo 6:10 na kilometr, lekko zgarbiona sylwetka, oddech głośniejszy niż chciałoby się przyznać. Taki obraz, niezbyt efektownego treningu lub momentu na zakończenie wymagającego akcentu zna każdy, kto biega regularnie dłużej niż kilka miesięcy. W tym samym momencie, gdy z naprzeciwka pojawia się sylwetka innego biegacza lub biegaczki, najlepiej taka, która wyraźnie zwraca uwagę, technika i postawa zmieniają się w ciągu kilku kroków, jakby ktoś nagle przełączył ustawienia, korygując niedoskonałości i zmieniając tempo na inne. Dlaczego na widok atrakcyjnej biegaczki lub przystojnego biegacza biegniemy chwilę lepiej?
Postawa jako wizytówka, nie tylko technika
Sposób, w jaki ktoś się prezentuje w danej chwili, niemal nigdy nie jest przypadkowy, nawet jeśli sam biegacz nie zdaje sobie z tego sprawy w pełni. Widok kogoś, kto wygląda dobrze w biegu, kogoś z wyprostowaną klatką piersiową, swobodnym ruchem ramion i równym, niewymuszonym oddechem, działa jak swego rodzaju punkt odniesienia, a mózg w ułamku sekundy porównuje to, co widzi przed sobą, z tym, jak sam się w tej chwili prezentuje. Efektem jest właśnie ta chwilowa, często komiczna metamorfoza, podczas której zgarbione plecy prostują się, krok wydłuża się, a charakterystyczne sapanie nagle cichnie, choć wysiłek fizyczny w żaden sposób się nie zmniejszył.
Ciekawe w tym wszystkim jest to, że osoba biegająca doskonale wie, że ta poprawa jest tymczasowa i że minutę po mijaniu drugiego biegacza wróci do swojego naturalnego, mniej eksponowanego tempa, a jednak mechanizm ten powtarza się przy każdym kolejnym spotkaniu podczas biegania, niezależnie od poziomu doświadczenia czy stażu treningowego.
Tempo, które zmienia się bez planu treningowego
Drugim, równie wyraźnym elementem tego zjawiska jest zmiana tempa, która często zaskakuje samego biegacza bardziej niż osobę z zewnątrz, ponieważ przyspieszenie z komfortowych 6:30 do 4:50 w ciągu kilkudziesięciu metrów rzadko jest wynikiem przemyślanej strategii, a znacznie częściej spontaniczną reakcją na obecność potencjalnego widza.
Taki krótkotrwały zryw, choć nieplanowany i z punktu widzenia samego planu treningowego zupełnie zbędny, pokazuje, jak duży wpływ na codzienny wysiłek ma to, czy ktoś biegnie w pełnej samotności, czy w przekonaniu, że jest właśnie obserwowany, nawet jeśli ta obserwacja trwa zaledwie kilka sekund i nigdy więcej się nie powtórzy.
Po minięciu drugiej osoby tempo wraca do wcześniejszej prędkości zwykle równie szybko, jak wcześniej wzrosło, a samo doświadczenie tego krótkiego zrywu często zostaje w pamięci jako coś między żartem a małym, prywatnym wyzwaniem, które niewiele osób przyznaje się głośno, że właśnie przeżyło.
Trening przed publicznością, której nigdy więcej nie zobaczymy
Trzecim wątkiem, który warto rozwinąć, jest to, że obecność nieznanej, przypadkowej osoby na trasie potrafi mieć większe znaczenie dla chwilowej motywacji niż obecność kogoś znanego, na przykład trenera czy partnera treningowego, z którym biega się regularnie. Wynika to z tego, że w relacji z kimś znanym sylwetka i technika są już ocenione, znajome i oswojone, podczas gdy nieznany biegacz mijany raz, staje się rodzajem neutralnego sędziego, przed którym chce się wypaść jak najlepiej, choćby na te kilka sekund.
To zjawisko działa niezależnie od tego, czy ktoś trenuje rekreacyjnie, czy przygotowuje się do startu w maratonie, bo mechanizm prezentacji siebie przed nieznanym obserwatorem jest dość uniwersalny i nie wymaga żadnego specjalnego przygotowania ani doświadczenia zawodniczego. Co istotne, ta chwilowa poprawa formy bywa najbardziej widoczna właśnie wtedy, kiedy biegacz jest najbardziej zmęczony, bo wtedy kontrast między naturalnym ruchem a tym nagle technicznie poprawnym jest największy i najbardziej zauważalny dla osoby z zewnątrz.
Podsumowanie
Bieganie w praktyce niemal zawsze niesie w sobie element porównania, czy to podczas wspólnego treningu z kimś, kogo dobrze się znamy, czy podczas zupełnie przypadkowego mijania nieznanej osoby na trasie, a ten drugi przypadek bywa zaskakująco silniejszy, bo nie opiera się na żadnej historii, tylko na jednorazowym, krótkim wrażeniu. Trenowanie w parze albo w grupie pokazuje to porównywanie się w sposób jawny i akceptowany, skoro obie strony wiedzą, że są obserwowane i same obserwują, natomiast mijanie nieznanego biegacza wprowadza tę samą mechanikę w wersji ukrytej, bez żadnej wcześniejszej zgody na bycie ocenianym, a mimo to ciało reaguje tak, jakby ta ocena była czymś realnym i ważnym.
Gdzieś w tle tego krótkiego zrywu formy pojawia się też myśl o tym, co inny biegacz może pomyśleć, widząc kogoś zgarbionego i zmęczonego. A ta myśl, choć trwa zaledwie kilka sekund, jest wystarczająca, by na chwilę zmienić postawę, tempo i sposób oddychania, niezależnie od tego, że ta druga osoba zaraz zniknie z pola widzenia i nigdy więcej się nie pojawi. Rywalizacja w bieganiu rzadko ogranicza się więc do startów i oficjalnych wyników, bo w równie dużym stopniu rozgrywa się na zwykłych, codziennych treningach, gdzie każdy mijany biegacz staje się na moment kimś, z kim, nawet bez słowa i bez żadnej wymiany spojrzeń, chce się wypaść choć odrobinę lepiej.
