Biegacze, którzy po raz pierwszy stają na linii startu maratonu, często odkrywają, że granica czterech godzin ma dla nich mocno emocjonalne znaczenie. Wynik 3:59:59 na zegarze po 42 kilometrach potrafi zredefiniować to, jak ktoś myśli o własnych możliwościach. Czym naprawdę jest ta granica? Co decyduje o możliwości jej osiągnięcia i jak sprawdzić jeszcze przed startem w maratonie własny potencjał? Ponadto kiedy cztery godziny stają się pierwszym przystankiem, a nie ostatecznym celem?
Dla kogo cztery godziny to realny cel
Granica czterech godzin ma inne znaczenie dla kogoś, kto dopiero debiutuje na tym dystansie, i zupełnie inne dla biegacza, który ma już za sobą jeden lub dwa maratony i świadomie pracuje nad wynikiem. Debiutant celujący w cztery godziny powinien mieć za sobą co najmniej 24 miesiące regularnego biegania, kilka startów na krótszych dystansach oraz umiejętność spokojnego pokonania na treningu 20-25 kilometrów. Biegacz średniozaawansowany, który ukończył już maraton w czasie 4:20 lub 4:30, stoi często o krok od tej granicy, brakuje mu zwykle nie formy fizycznej, ale lepszego rozłożenia tempa i bardziej przemyślanej strategii odżywiania podczas biegu. Problem może tkwić gdzieś indziej, dlatego, że udział w maratonie to wieloetapowy proces i trudno jednoznacznie wskazać, co warto poprawić, żeby zejść o kilka minut z życiówki.
Dobrą opcją sprawdzenia potencjału maratońskiego jest czas na półmaratonie, wynik w okolicach 1:50 do 1:55 statystycznie przekłada się na maraton ukończony blisko granicy czterech godzin, co daje czytelny punkt odniesienia przed podjęciem decyzji o starcie. Warto też wiedzieć, że sensowny plan przygotowań do maratonu trwa od 16 do 20 tygodni, wyraźnie dłużej niż cykl przygotowań do półmaratonu, i skracanie tego okresu rzadko kończy się dobrym wynikiem na mecie.
Struktura tygodnia
Zejście poniżej czterech godzin wymaga zazwyczaj czterech lub pięciu treningów tygodniowo, przy czym ich struktura decyduje o efektach bardziej niż sama łączna liczba kilometrów pokonanych w danym tygodniu. Biegacz realizujący 40 km tygodniowo w przemyślany sposób często osiąga lepsze wyniki niż ten, który pokonuje 60 km bez żadnego planu i zróżnicowania intensywności. Kombinacja jednego biegu długiego, sięgającego w szczycie przygotowań 30-35 kilometrów, jednej jednostki progowej oraz dwóch spokojnych biegów regeneracyjnych skutecznie buduje formę. Tu podkreślę jednak, że to ogóle założenia i każdy biegacz jest inny, więc plan treningów należy dopasować do własnej formy i umiejętności. Nie ma czegoś takiego, jak standardowy plan biegania przed maratonem, który sprawdzi się u każdego biegacza i biegaczki. Taki plan należy wypracować we własnym zakresie, drogą prób i błędów lub wykorzystać pomoc trenera biegania.
Bieg długi to fundament przygotowań maratońskich, bo uczy organizm efektywnego wykorzystania energii przez wiele godzin wysiłku, wzmacnia aparat ruchu i oswaja głowę z długotrwałym dyskomfortem, który pojawia się nieuchronnie po dwóch lub więcej godzinach biegu. Powinien być realizowany w tempie wyraźnie wolniejszym od docelowego tempa maratońskiego, najczęściej o 30 do 40 sekund na kilometr.
Ściana maratońska, odżywianie i strategia biegu
Maraton to nie podwójny półmaraton i ta różnica ujawnia się najdobitniej między 30. a 35. kilometrem, gdzie większość biegaczy doświadcza gwałtownego spadku energii i tempa, określanego jako ściana maratońska. Pierwsze sygnały zbliżającej się ściany to narastająca ciężkość nóg, trudność w utrzymaniu dotychczasowego tempa mimo subiektywnie większego wysiłku oraz nagłe myśli o przejściu do marszu, które pojawiają się natrętnie i coraz częściej.
Regularne uzupełnianie energii podczas biegu to jeden z głównych czynników decydujących o tym, czy ściana pojawi się w ogóle. Żele energetyczne przyjmowane co 45 minut, popijane wodą na punktach odżywczych, pozwalają utrzymać stabilny poziom energii przez całą drugą połowę dystansu, co bezpośrednio przekłada się na czas na mecie.
Strategia rozłożenia tempa dopełnia ten obraz, start w tempie 5:30 przez pierwsze 21 kilometrów niemal zawsze kończy się dramatycznym spowolnieniem po 30. kilometrze, podczas gdy start spokojniejszy o kilkanaście sekund od docelowego tempa i stopniowe przyspieszanie po trzydziestym kilometrze daje znacznie większą szansę na finisz poniżej czterech godzin.
Podsumowanie
Cztery godziny w maratonie to dla ambitnego amatora granica wymagająca solidnej bazy kilometrów, przemyślanego cyklu przygotowań trwającego co najmniej szesnaście tygodni, dobrego zarządzania wagą, świadomego podejścia do odżywiania podczas biegu oraz rozsądnej taktyki na dzień biegu, która pozwala uniknąć ściany maratońskiej lub przejść przez nią kontrolowanie.
Wszystkie te elementy razem decydują o tym, czy granica zostaje przekroczona, a zaniedbanie któregokolwiek z nich potrafi przekreślić miesiące solidnej pracy. Biegacze, którzy finiszują poniżej czterech godzin, szybko odkrywają, że cel traktowany przez miesiące jak marzenie stał się po prostu kolejnym krokiem, a horyzont przesuwa się na 3:45 albo 3:30. Maraton nagradza cierpliwość i konsekwencję bardziej niż jakikolwiek inny dystans biegowy. Chyba, że biegniemy ultramaraton (uśmiech).
Powodzenia na 48. Maratonie Warszawskim!



Nie wiem czy to dobry czas, bo przebieglem w 4:02, wiec mnie to nie obchodzi, wszystko stracilo sens, koncze z tym
No i git
W 2012 roku miałem 51 lat i ukończyłem swój debiut w Maratonie w Poznaniu z czasem 3:42:50. Nie miałem kryzysu, ani ściany. Biegam do dzisiejszego dnia. Powodzenia
To zależy dla kogo. Każdy zdrowy i w miarę sprawny trzydziestolatek może przebiec maraton poniżej trzech godzin po odpowiednim treningu (2-3 lata biegania i cykl 16 tygodni do samego maratonu). Jednak większość nigdy tego nie zrobi, bo trenuje wyniszczająco.